sobota, 17 czerwca 2017

Recenzja zestawu # 20 i 21 (PZL.23A Karaś, PZL.42 – IBG Models 1/72)



Firma IBG po „chrzcie bojowym” z udziałem wtryskowego RWD-8 nie zrezygnowała z tematyki lotniczej i trzy tygodnie temu wypuściła na rynek model, który z pewnością przyprawi o duży uśmiech każdego fana polskich skrzydeł. Zapraszam do zapoznania się z recenzją nowiutkiego Karasia w skali 1/72!


Warto zacząć od tego, że Karaś na rynku już był, a to za sprawą firmy Heller, która wypuściła PZL.23 w skali 1/72 już w 1979 roku! Był to model pozwalający zbudować w miarę poprawną replikę Karasia, ale przy dużym nakładzie pracy i raczej z wykorzystaniem solidnej porcji blaszek fototrawionych oferowanych przez firmę Part. Dlatego niewielu modelarzy decydowało się na tak żmudną pracę i nie pojawiło się zbyt wiele pięknie wykonanych Karasi. Z drugiej strony hellerowski Karaś był częstym wyborem mniej doświadczeni adeptów modelarstwa, bo zestaw pozwalał na w miarę bezproblemowe wykonanie ładnej repliki znanego polskiego samolotu.


Model miał kilka reedycji, które jednak nie wnosiły wiele nowego, wypraski wciąż były te same. W 1993 roku Heller zmienił box art, około 1995 roku Šmer dodał nowe kalkomanie, w 2012 roku SK Models znowu zmieniło box art, co zrobiła także Martola w 2016 roku. Był to jednak ten sam, niemal 40-letni (38) Karaś… aż do dziś!

W recenzji skupię się przede wszystkim na modelu PZL.23A (nr kat. 72505), ale połączę ją również z opisem PZL.42 (nr kat. 72509), który został wydany w tym samym czasie. Oba zestawy, siłą rzeczy, mają ze sobą wiele wspólnego i nie ma potrzeby rozbijać recenzji na dwa osobne wątki.

Zacznę od box artów. Moim zdaniem na pierwszy rzut oka zdecydowanie atrakcyjniejszy jest obrazek przedstawiający PZL.42. Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale PZL.23A na pudełku wygląda trochę zbyt przysadziście, podczas gdy PZL.42 prezentuje się naprawdę pięknie i w pełnej krasie przedstawia sylwetkę maszyny. To oczywiście subiektywna ocena, ale w kategorii „podoba mi się, nie podoba mi się” zdecydowanie wygrywa PZL.42.



Zajrzyjmy jednak do środka, bo w przypadku Karasia nie będzie trzeba nikogo przekonywać do kupna nie wiadomo jak atrakcyjną ilustracją na pudełku. I bez tego IBG może być spokojne o popularność obu zestawów.



Oba modele niemal idealnie leżą w planach zawartych w Polskich Konstrukcjach Lotniczych (t. 3) Andrzeja Glassa. To na pewno duży plus dla wszystkich purystów wielbiących mierzenie każdego detalu i sprawdzanie każdego nitu. Jedynie w przypadku stateczników pionowych PZL.42 widać niewielkie różnice w kształcie, ale myślę, że większości modelarzy nie będzie to przeszkadzało.









Wyposażenie kabiny nie jest ani za skromne, ani za bogate. Podejrzewam jednak, że po pewnym czasie pojawią się zestawy waloryzujące stworzone specjalnie z myślą o nowym Karasiu. Z całą pewnością warto „podpuszczać” Yahu Models, by stworzyli nową tablicę przyrządów, bo w zestawie otrzymujemy skromną kalkomanię ze wskaźnikami, co oczywiście zdaje egzamin, ale nie wygląda zbyt naturalnie. Blaszka z pewnością „zagrałaby” tu znacznie lepiej. Jestem przekonany, że takowa wkrótce się pojawi. Podejrzewam również, że sporo detali do kokpitu będzie można pozyskać z dwóch blaszek fototrawionych Parta dedykowanych modelowi Hellera. Były to naprawdę bardzo bogate zestawy (nr kat. S72 080 oraz S72 081; jest również blaszka Eduarda: nr kat. 72223).


Warto wspomnieć o jakości wyprasek, bo ta jest naprawdę bardzo dobra. Nie zauważyłem żadnych nadlewek, powierzchnia jest równa i czysta, a detale ładnie zaznaczone. Dobrze wygląda wewnętrzna struktura kadłuba z delikatnie zaznaczonymi elementami wyposażenia – prosi się jednak o dodanie paru fototrawionych elementów. Linie podziału blach są wklęsłe i ładnie zaznaczone. Bardzo fajnie wyszły zaczepy bombowe pod centropłatem.


Skoro wspomniałem o fototrawionkach, to w zestawie znajdziemy skromną blaszkę zawierającą kilka detali kokpitu oraz celowniki. Jest to zdecydowane minimum i myślę, że mniej doświadczeni modelarze mogą zupełnie zrezygnować z montażu części metalowych, i to bez wielkiej straty dla wyglądu modelu.

Bardzo fajnie odwzorowano również silnik, a przede wszystkim jego cylindry. Szkoda, że niewiele będzie z tego widać, bo większość zakryją osłony popychaczy, ale plus dla IBG, że mimo to nie odpuścili sobie jednostki napędowej.


Kalkomanie wydrukował polski Techmod, zatem o ich jakość możemy być spokojni. Chyba każdy modelarz lubiący polskie tematy miał choć raz do czynienia z kalkami tego producenta. Arkusz dla PZL.23A jest bardziej rozbudowany niż w przypadku PZL.42, który – jako prototyp – nie miał innych oznaczeń poza szachownicami. Kalkomanie PZL.23 pozwalają na zbudowanie maszyny oznaczonej numerem „8” ze Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie z września 1939 roku. Więcej malowań zapewnia Techmod w swoich zestawach dedykowanych Karasiom: nr kat. 72124 oraz 72125.



Instrukcja wydaje się być czytelna. Poszczególne etapy montażu zaprezentowano na grafikach 3D, które zapewne służyły również podczas projektowania modelu. Czy ilustracje z poszczególnymi etapami budowy zapewnią bezproblemowy montaż? Tego dowiemy się już w trakcie prac. Wydaje się jednak, że nie powinno być problemów, tym bardziej że producent od razu dołączył erratę do instrukcji, która zawiera pominięty etap budowy i wprowadza prawidłową numerację elementów. Wartą zaznaczenia ciekawostką są rysunki przedstawiające montaż elementów fototrawionych. Pokazano na nich, w jaki sposób należy pozaginać blaszki, a dla ułatwienia zamieszczono obok proste linie (szablony), które wskazują w skali 1:1, pod jakim kątem elementy mają być wygięte. Bardzo przydatna rzecz!



Choć w zestawie znajdziemy dwie wersje podwozia (z osłonami kół i bez), to w instrukcji zaprezentowano tylko wersję w pełni zakrytą. Nie jest to jednak żaden problem, gdyż trudno się pomylić przy montażu tak oczywistych elementów.


Części przeźroczyste są średniej grubości, a ich przejrzystość stoi na przyzwoitym poziomie. Na pewno będzie przez nie widać wyposażenie kabiny, co przy dość obszernej „szklarni” Karasia nie jest bez znaczenia. 



Niektórzy modelarze po obejrzeniu wyprasek martwili się o chłodnicę oleju znajdującą się po prawej stronie przedniej części kadłuba. Jest ona odtworzona jako gładki blok, a na dodatek została odlana razem z połówką kadłuba. Większość z nas jest przyzwyczajona do „gołych” żeberek chłodnicy, znanych z myśliwców PZL, ale w przypadku Karasia chłodnica była osłonięta cienką blachą! Nie jest to zatem błąd, a raczej dobre przeanalizowanie budowy samolotu przez producenta.


Fot.  Blog Samoloty Polskie

Czy model ma jakieś wady? Na pierwszy rzut oka nie. Jest to zestaw opracowany starannie i z dużą dbałością o szczegóły. Wygląda na to, że producent ustrzegł się błędów, które przytrafiły się przy RWD-8. Być może coś „wypłynie na wierzch” podczas budowy, ale to okaże się z czasem. Póki co nie ma się do czego przyczepić, co bardzo mnie cieszy! Za około 40 zł otrzymujemy model, który prosto z pudełka pozwoli nam na zbudowanie bardzo dobrej miniatury kolejnego słynnego polskiego samolotu. Z przyjemnością wezmę go kiedyś na warsztat! 

PS
Myślę, że IBG nie poprzestanie na tych zestawach i niebawem do kompletu dołączy PZL.23B…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz