niedziela, 23 grudnia 2018

Recenzja zestawu # 24 (Hawker Hurricane Mk I – Arma Hobby 1/72)



Najnowszy model Arma Hobby, czyli wtryskowy Hawker Hurricane Mk I w skali 1/72, wzbudził spore emocje wśród modelarzy. Oczywiście opinie były skrajnie różne. Jednych model bezkrytycznie zachwycił, innych mile zaskoczył, innych trochę zawiódł, a jeszcze innym śmierdział… W sieci pojawiło się już kilka bardziej lub mniej szczegółowych artykułów nt. tego zestawu, ale myślę, że jeszcze jedna – mam nadzieję, że obiektywna – recenzja nikomu nie zaszkodzi. Zapraszam!


Do tej pory Arma Hobby skupiała się na modelach maszyn ściśle związanych z lotnictwem polskim. Nie jest to jednak zbyt obszerny rynek, bo polscy modelarze chętniej na wszystko narzekają, niż faktycznie kupują model. Nikogo u nas nie zdziwi, że ktoś przez 10 lat „oczekuje” P.7a w skali 1/72, po czym nie kupi zestawu Army, bo „cena z kosmosu” albo woli „poczekać na [wstawić dowolnego producenta zagranicznego]”. To już u nas klasyk. Dlatego uważam, że zwrot w kierunku zachodniego rynku był świetnym posunięciem. Czy będzie to strzał w dziesiątkę? Czas pokaże, ale życzę producentowi, aby tak właśnie było. Zyskanie solidnego zastrzyku finansowego od zagranicznego klienta może dać firmie szerokie pole do manewru przy kolejnych modelach. Warto też pamiętać, że Hurricane Mk I w wersji z metalowymi skrzydłami właściwie od dekad nie doczekał się porządnego modelu. Co dziwi tym bardziej, że była to wersja, na której walczyło wielu pilotów podczas bitwy o Anglię. Zatem Arma Hobby dobrze przemyślała temat i wybrała model, który może cieszyć się dużym zainteresowaniem na całym świecie.


Pudełko zdobi tradycyjnie już ilustracja Marcina Góreckiego „Kroghula”. Autor ma lepsze i gorsze prace, a Hurricane jest moim zdaniem neutralny. Ocena box-artów jest zawsze subiektywna, więc nie ma co się nad tym rozwodzić. Znacznie ważniejsza jest zawartość pudełka.

W wersji expert znajdziemy dwie ramki z elementami modelu, plus jedną przeźroczystą z oszkleniem, oraz dość bogaty arkusz kalkomanii, maski do malowania kół i szyb owiewki, blaszkę fototrawioną i instrukcję montażu.


Na głównej ramce, dopasowanej wielkością niemalże idealnie z rozmiarami pudełka, znajdziemy prawie wszystkie części Hurricane’a. Ponieważ jest to samolot większy od naszych pezeteli czy Fokkera E.V, nie udało się zmieścić wszystkiego na jednej wyprasce. W związku z tym dodano niewielką ramkę z kilkoma elementami: fotelem pilota, kołami, kółkiem ogonowym, sterem kierunku wraz ze statecznikiem pionowym oraz różne wersje kołpaków śmigła.







Jeśli chodzi o jakość elementów, to znajdziemy lepsze i gorsze momenty. Co ciekawe, wygląda na to, że często zależy to od tego, jakie wypraski nam się trafiły. W każdym razie bez względu na to, czy trafi nam się lepiej czy gorzej dopracowana ramka, na każdej znajdziemy jamki skurczowe, co wydaje się wciąż być bolączką producenta. Nie są to ubytki bardzo duże, ale na niektórych elementach stwarzają problem. Przykładem może być butla na sprężone powietrze w komorze podwozia, rury wydechowe, pokrywy podwozia czy chłodnica. W przypadku tej ostatniej nie ma to większego znaczenia, bo w zestawie expert znajdziemy fototrawioną siatkę chłodnicy, co rozwiązuje problem. Jeśli zaś idzie o rury wydechowe, to nawet gdyby nie miały jamek, warto je wymienić na żywiczny zamiennik np. Quickboosta. Swoją drogą szkoda, że producent nie pokusił się o dorzucenie kilku tego typu detali z żywicy, zważywszy na spore w tym doświadczenie po produkcji elementów spod szyldu Attack Squadron. Z drugiej strony otrzymujemy fajnie odtworzone koła, które mają oddane ugięcie opon i wypukły napis DUNLOP, co zupełnie przywodzi na myśl produkty żywiczne. 


Generalnie niektóre drobne części mogłyby być wykonane z nieco większą finezją (kółko ogonowe, części wnęki podwozia, drążek sterowy, orczyk), ale trzeba brać pod uwagę pewne ograniczenia wynikające z produkcji wtryskowej. Nie ma co jednak demonizować tej kwestii, bowiem u wielu światowych producentów wcale nie jest lepiej i jakoś każdy z tym żyje, a nawet jest skłonny zapłacić za gruby orczyk „pieniędzmi bez wad”.







Delikatne jamki skurczowe zauważyłem również na prawej połówce kadłuba w okolicy kokpitu (na drzwiach do kabiny i tuż przed wiatrochronem) i na jednym ze stateczników poziomych. Nie są one zbyt duże, ale chyba jednak sam podkład ich nie zakryje. Niektórzy modelarze zwrócili również uwagę na pozostałości po frezie po obu stronach kadłuba za fotelem pilota, tam gdzie opiera się odsuwana owiewka kabiny. Moim zdaniem nie jest to duży kłopot, bo oszklenie skutecznie to zakryje, bez względu na to, czy zdecydujemy się na odsuniętą czy zamkniętą owiewkę.

Pora zatem omówić zalety modelu, a tych nie brakuje. Przede wszystkim na pochwałę zasługuje jakość głównych elementów płatowca, czyli kadłub, skrzydła i ogon. Przynajmniej tak było w przypadku modelu, który otrzymałem. Linie podziałowe są równe i wyraźnie zaznaczone, a ugięcia płótna na elementach konstrukcji wyglądają bardzo dobrze. To duży plus zwłaszcza w przypadku kadłuba, którego poszycie opinające się na rurowych podłużnicach jest charakterystycznym elementem wyglądu Hurricane’a. Krawędź spływu skrzydeł jest naprawdę ostra, co nie jest bez znaczenia, bo grube elementy połówek skrzydeł potrafią przysporzyć sporo pracy.




Również samo spasowanie wygląda bardzo dobrze. Po wycięciu głównych elementów konstrukcji z ramki i spasowaniu ich na sucho wszystko pasowało do siebie idealnie. Moim zdaniem obejdzie się tutaj bez grama szpachli.


Wrócę jeszcze do blaszki fototrawionej, bo stanowi ona ważny element całego zestawu. Detale na niej zawarte pozwalają na porządną waloryzację kokpitu, który bez tego byłby trochę surowy. Znajdziemy tu tablicę przyrządów, pasy pilota i szereg drobnych szczegółów kokpitu, a także części waloryzujące wnękę podwozia („sufit”), chłodnicę, wloty powietrza itp.


Jeśli chodzi o oszklenie, to stoi ono na dobrym poziomie, choć jest trochę grube. Do tego stopnia, że chcąc zostawić otwartą owiewkę, zastanowiłbym się nad wymianą tego detalu na element z vacu. Ale to wyjdzie dopiero podczas budowy modelu. Elementom przeźroczystym nie zaszkodzi również delikatna polerka.


W przypadku kalkomanii zaszła zmiana producenta – oznaczenia drukował rodzimy Techmod, a nie włoski Cartograf, jak było dotychczas. Zapewne miały tu znaczenie względy finansowe. Wiemy jednak, że Techmod zły nie jest i z kalkami nie powinno być problemów. Na arkuszu, oprócz oznaczeń konkretnych maszyn, zamieszczono dwa pełne zestawy oznaczeń eksploatacyjnych oraz dwa zestawy „zegarów” na tablicę przyrządów.



Całość zestawu uzupełnia arkusik samoprzylepnych masek do oszklenia kabiny i felg podwozia głównego.



W zestawie znajdziemy oznaczenia dla następujących maszyn:

– Hurricane Mk I,  nr seryjny P3059, kod SD-N z 501 Dywizjonu RAF, sierpień 1940. Samolot na którym latał m.in. Sgt Antoni Głowacki;
       
– Hurricane Mk I,  nr seryjny V7234, kod SD-A z 501 Dywizjonu RAF, sierpień 1940.  Na tym samolocie Sgt Antoni Głowacki uzyskał sześć zestrzeleń i jedno uszkodzenie samolotu Luftwaffe. Pięć zestrzeleń osiągnął  jednego dnia (24 sierpnia 1940), stając się jedynym alianckim  „jednodniowym asem” bitwy o Anglię;

– Hurricane Mk I,  nr seryjny R4175, oznaczenie kodowe RF-R  z 303 dywizjon PSP/RAF, pilot SGT Josef Frantisek uzyskał na nim 7 ze swoich 17 zestrzeleń w bitwie o Anglię. Na tym samolocie zginął w wypadku 8 października 1940;

– Hurricane Mk I trop, nr seryjny 284, oznaczenie kodowe  J, 3 Dywizjon SAAF, Kenia 1941. Na tym samolocie pilot Lt. Robert Kershaw uratował zestrzelonego nad Diredawa (Etiopia) dowódcę, Cpt. Johna Frosta, którego ewakuował na lotnisko macierzyste (15 marca 1941).




Podsumowując, Hurricane’a Arma Hobby można chyba uznać za najlepszy ich model wtryskowy, jaki do tej pory wyprodukowali. (Choć Fokkerowi też moim zdaniem niczego nie brakowało). Muszę jednak zaznaczyć, że w moim przypadku w grę wchodzą jedynie zestawy oznaczone jako expert, bo bez fototrawionej blaszki ilość i jakość detali byłaby dla mnie zbyt mała. Trudno mi powiedzieć, czy zestaw junior nadaje się idealnie dla początkującego modelarza – jeśli chodzi o spasowanie, to z pewnością tak, jeśli chodzi o obróbkę detali, pewnie nie do końca.

Szkoda, że mimo wszystko powtarzają się niedociągnięcia, które trapią zestawy tego producenta od początku (jamki skurczowe, pozostałości po frezach, czasami niedokładne wykończenie detali). Nie wynikają one z błędów projektu czy niestaranności projektanta, ale już z końcowej pracy rzemieślników, co z pewnością daje pole do poprawy. Mam nadzieję, że przy kolejnym modelu tego typu usterki już się nie pojawią, co rokuje na kolejny bardzo fajny model „made in Poland”. Szczerze życzę tego zarówno producentowi, jak i całej modelarskiej braci – nawet malkontentom, którym wszystko, co ktoś zrobi na naszym podwórku, „śmierdzi”. Może i oni przemówią kiedyś ludzkim głosem!

Firmie Arma Hobby dziękuję za przekazanie modelu do recenzji. http://www.armahobby.pl/?horizontal


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz