Widzę, że niektóre bombowce lecą nadal w kierunku
Londynu. Tych atakuje nasza piątka. Jedna z trójek bombowców Do-215 skrada się
do dużej luki w chmurach. Przyjęły szyk jeden za drugim. Atakuję dowódcę
klucza. Strzelam z odległości około 100 metrów z tyłu, krótkimi seriami. Prawy
silnik zapalił się. Upewniając się, czy nie atakują mnie myśliwcy niemieccy,
zbliżam się jeszcze bardziej do bombowca. Strzelam w oszkloną kabinę. Spieszę
się, tylu Niemców jest do dyspozycji. Załoga skacze, samolot bez pilota traci
balans, zwala się na łeb w chmury. Przez lukę w chmurach widzę wody Tamizy.
Atakuję drugiego bombowca z odległości kilkudziesięciu metrów w momencie, kiedy
wyskoczył z chmury. Pilot, widać przerażony moim widokiem, skręca tak
gwałtownie, że traci panowanie nad samolotem. Po moim pierwszym ataku strzelec
ogonowy przestaje strzelać, zwisa bezwładnie na swoich karabinach maszynowych,
może ranny, może zabity?
